niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 01.

Zawsze o tym marzyłam. Akrylowe jezioro, a wokół bujny las. Niosący się śpiew ptaków. Słońce nagrzewało moją delikatną skórę. Leżałam na miękkim kocu, z głową opartą o klatkę Nathana. Wtulona w jego ramiona, splotłam nasze ręce. Pachniał zabójczo, jak zwykle. Delikatny wiatr zmierzwił mi włosy.
- To już rok. - odezwał się.
- Co? - spojrzałam w jego brązowe oczy.
Uniósł brew, w ten śmieszny sposób, który zawsze mnie bawił.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Tak tutaj pięknie. - wskazałam ręką otaczającą nas faunę.
- Rok... już rok jesteśmy razem. - uśmiechnął się, ukazując rząd białych zębów. - Lily, jesteś dla mnie bardzo ważna, wiesz o tym?
Kiwnęłam głową i wtuliłam się w niego bardziej. Przy każdej okazji podkreślał mi, ile dla niego znaczę. Kiedyś miał dziewczynę. Zależało mu na niej. Pewnego dnia zerwała z nim przez telefon. Rozumiecie?! Telefon! Trzeba być totalną idiotką, żeby zrywać z kimś w taki sposób. Jego samoocena wtedy spadła. Obwiniał o to siebie. Jest wspaniałym muzykiem - ma talent, - a ta jedna suka sprawia, że odpuszcza to sobie. Potem nastąpił obrót sprawy. Nathan poznał Matta, mojego najlepszego przyjaciela. Zaprzyjaźnili się, a dlatego, że ja też byłam jego przyjaciółką, zaczęliśmy spędzać razem więcej czasu. Spotykaliśmy się w trójkę, czasem w czwórkę, gdy dołączała do nas Carly. Ze spotkań towarzyskich, przeszliśmy na partnerskie. Z jednej randki do kolejnej. Mieliśmy coraz więcej wspólnego. Wiedzieliśmy o sobie właściwie wszystko.
- Najpiękniejszy rok mojego życia. - wyszeptałam.
- Mój też. Mam coś dla ciebie.
- O! Co to jest?! - usiadłam podekscytowana.
- Nie powiem Ci...
- Wiesz, jak nie lubię niespodzianek!
- Zamknij oczy. - powiedział, przybliżając usta do mojej szyi.
Zniecierpliwiona przymknęłam powieki. Ułożyłam ręce na kolanach i czekałam.
- Nie podglądaj.
- To nie dawaj mi powodu. - zaśmiałam się.
Poczułam jego dłoń na moim karku. Odgarnął moje, długie włosy. Nagle poczułam zimny metal, układający się między piersiami. Nawet nie zauważyłam kiedy moje ręce, zaczęły badać wisiorek.
- Ejj... jeszcze nie zapiąłem. - poczułam jak mocuje się z zapięciem.
- Pomóc Ci...?
- Nie, już... - poprawił moje włosy. - ...możesz otworzyć oczy.
Szybko przyzwyczaiłam oczy do światła. Teraz spojrzałam na trzymany w ręce medalik.
- Podoba Ci się? - zapytał, przegryzając moje ucho.
- Jest... - jęknęłam. - Jak mam cokolwiek powiedzieć, kiedy mnie dekoncentrujesz.
- Myślę, że jakoś to zniesiesz. - przytulił mnie i delikatnie pocałował.
Kochałam go. Zawsze był blisko mnie, gdy go potrzebowałam. Nigdy mnie nie zawiódł. Gdy mnie całował, czułam się... czułam się wspaniale. Odwzajemniłam pocałunek bardziej namiętnie. Nie wiem ile minęło, ale gdy oderwaliśmy się od siebie, słońce już zachodziło. Oboje mieliśmy przyśpieszone i nierównomierne oddechy.
- Mmm... smakujesz pysznie. - powiedziałam.
- Serio? - potaknęłam - W takim razie Ty smakujesz, jak ambrozja.
- Jestem twoją boginią? - zapytałam, kątem oka patrząc w jego, z których płynęła miłość.
- Zdecydowanie. - zaśmiał się.
Jeszcze raz spojrzałam na ozdobę łańcuszka. Piękne, srebrne serce, leżało na moim dekolcie. Wygrawerowany napis "forever" otoczony kryształkami. Delikatnie odbijały promienie już, zachodzącego słońca.
- To cyrkonie? - spytałam po chwili.
- Czy to ważne? - odparł pytaniem na pytanie.
- Chciałabym wiedzieć. - dodałam.
- Cóż... to diamenty. - powiedział, jak gdyby te rosły na drzewach.
Zamilkłam, co nie zdarzało mi się często. Diamenty. Musiał kosztować majątek. Już miałam go zapytać, ale ugryzłam się w język.
- Jest cudny.
- Cieszę się, że Ci się podoba.
- Mało powiedziane... - odparłam, wciąż mając w głowie pytanie.
Nathan nie był biedy. Pochodził z porządnej rodziny, i mieszkał w dobrej dzielnicy. Był moim dżentelmenem.
Ale nie był też milionerem. Musiał odkładać większość swoich pieniędzy. Rozległ się głos telefonu.
- Przepraszam Cię, to Matt. - powiedział.
- Jasne.
- Co tam, stary? Nie... Może, ale nie jestem pewien... Jeśli się zgodzi... - spojrzałam na niego dociekliwie. - Gdzie? Zostaw kluczyki pod samochodem... Nie, nikt go nie ukradnie... I tak już się zbieramy... Chciałem odwieźć Lil, zanim jej rodzice wyjadą... Myślę, że się jej podoba... - jego twarz rozjaśnił uśmiech. - Powieźć Cię gdzieś... Jak chcesz... Pa, Matt. - spojrzał na mnie. - Masz ochotę, wyjść wieczorem?
- A dokąd konkretnie?
- Do "The Loft".
- Super, wchodzę w to! O czym rozmawiałeś z Mattem?
- Nie słyszałaś? - przecząco potrząsnęłam głową. - Mam nowy wóz i poprosiłem go, żeby mi go przywiózł, bo wcześniej dostawca się nie pojawił.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? - dałam mu kuksańca w bok. - Chodź... - zaczęłam się zbierać. - ...chcę go zobaczyć.
Wstał, a potem wyciągnął rękę w moją stronę. Uchwyciłam jego silną dłoń. Złożyliśmy koc, kradnąc sobie pocałunki. Schowaliśmy wszystko do kosza i ruszyliśmy w stronę nowego samochodu.

Po chwili stałam już przy pięknej beemce. Czarny lakier iskrzył się w czerwonym słońcu. Nathan schylił się pod samochód.
- Co Ty... - nie dokończyłam, gdy wstał trzymał w ręce kluczyki.
- Musiał je gdzieś położyć, prawda? - zaśmiał się.
Odblokował auto i zapakował kosz do bagażnika. Ja wciąż stałam z otwartą buzią. Naszyjnik, auto.
- Księżniczko, czy zechcesz wsiąść do karety? - zapytał ze śmiesznym akcentem.
- Haha.. - zaśmiałam się sarkastycznie, i wskoczyłam na siedzenie od strony pasażera.



[Można to nazwać bardziej, prologiem, tego co ma się zacząć. Kolejny rozdział już w przygotowaniu. Czekajcie. Komentujcie. I zostawiajcie nazwy swoich blogów. Chętnie poczytam.]


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz