Zrobiłam nawet zaległy trailer. Moim zdaniem słaby i stać mnie było na więcej, ale jest. Oglądaj.
niedziela, 30 czerwca 2013
Trailer
Wiem, wiem. Długo mnie nie było i dlatego nic nie dodawałam. Ale wracam z zapałem i weną.
Zrobiłam nawet zaległy trailer. Moim zdaniem słaby i stać mnie było na więcej, ale jest. Oglądaj.
Zrobiłam nawet zaległy trailer. Moim zdaniem słaby i stać mnie było na więcej, ale jest. Oglądaj.
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Rozdział 03.
Nagle wszystko prysło.
Podeszłam do Natha, ale ten wziął mnie tylko ze rękę. Widział wszystko i nie
chciał słuchać moich wyjaśnień. Rzucił wrogie spojrzenie w stronę Harrego i
ruszył do drzwi. Zimny wiatr delikatnie chłodził moją twarz, ale w środku
odbywała się burza. Całą drogę do mojego domu przemilczeliśmy. Odprowadził mnie
pod drzwi i spojrzał na mnie. Ból rozsadzał go od środka, starał się go skryć.
Już chciałam otworzyć usta i wyjaśnić mu. Właściwie co? Byłam z nim. Całowałam
się z innym. Nie miałam co mu mówić. On też zdawał sobie z tego sprawę.
Nachylił się i pocałował mnie w czoło. Zamknęłam oczy, a po policzku spłynęła
mi łza. Gdy otworzyłam je ponownie, wyjeżdżał już na ulicę.
Zmusiłam się, żeby pójść do
łazienki. Odkręciłam kurki w wannie, by woda zagłuszyła moje myśli. Ha! Nic z
tego. W domu panowała nienawistna cisza. Włączyłam wierzę. „A teraz 2 godziny dla złamanych serc. Specjalnie
dla Was „Demi Lovato – In case.” Wyślijcie swoje…” Zbieg okoliczności?
Jasne, że nie. Karma. Usłyszałam głos przysyłanej wiadomości. Olać to.
Rozebrałam się i weszłam do łazienki. Długo siedziałam z głową pod gorącą wodą,
żeby spłukać z siebie zapach alkoholu i klubu. Nie potrafiłam nazwać tego co
czuję. Strach? Wstyd? Jak mogłam tak ulec jego: zniewalającym oczom,
zniewalającemu głosowi, zniewalającej sylwetce, i innych rzeczy na
„zniewalający”. Poczułam się jak ta suka, która już wcześniej zostawiła mojego
chłopaka. „Byłego chłopaka” – zaśpiewał mi głos w podświadomości. Sięgnęłam po
telefon na półce. Napisałam krótkiego smsa do i zostawiłam wiadomość na
poczcie, bo oczywiście nie odebrał. Wyszłam z wanny, ubrałam w luźny T-shirt i
szorty. Weszłam do sypialni i usiadłam na brzegu łóżka. Zaczęłam suszyć mokre
włosy ręcznikiem. Dźwięk przychodzącej wiadomości. Podbiegłam po telefon.
Nieznany numer.
Podbiegłam do okna. Nikogo nie
było w pobliżu. Tak przynajmniej mi się
wydawało. Zasłoniłam rolety i ponownie spojrzałam na telefon. Znowu jakiś sms.
Tym razem z wyświetlonym numerem.
Czekając na
odpowiedź, zaszłam do kuchni. Po chwili przyszło do mnie zdjęcie. Harry stojący
przy zegarku. 23:36. Był u siebie w domu? Nie wiem. Ale pozostawało inne pytanie.
Rozległo się puka
w oknie. Automatycznie obróciłam głowę. Nic. Telefon zaczął dzwonić, na
wyświetlaczu pojawiło się ‘Harry’.
- Lily? –
usłyszałam zachrypły głos.
- Ktoś tu jest. –
szepnęłam.
- Co?
- Nie ma rodziców,
ktoś jest w domu! – mój oddech przyśpieszył.
- Uspokój się. –
odparł powoli. – Pozamykaj okna i podaj mi swój adres.
- W życiu Ci go
nie… - rozległo się pukanie, krzyknęłam rozpaczliwie.
- Czyli się nie
boisz? – ton jego głosu był zwodniczo łagodny.
- J-ja… -
zażenowana westchnęłam i podyktowałam mu adres.
- Zaraz będę.
- Pośpiesz się. –
ale ten już się rozłączył.
Siedziałam w salonie,
z nogami przygarniętymi pod brodę, usłyszałam zajeżdżający motocykl.
Wzdrygnęłam się.
Nasłuchiwałam dokładnie. Zdecydowany i szybki chód odbijał się echem od
chodnika. Dzwonek. Podbiegłam do wejścia
i spojrzałam przez judasz. Kręcone włosy, z anielską twarzą. Otworzyłam powoli
drzwi, a Harry wkroczył do domu.
- Hej. – odezwał
się.
- Hej? Nie można
było dłużej?! – warknęłam. – Czekam tu na ciebie, od jakiś… - zacięłam się.
- Dziesięciu
minut. – zaśmiał się.
- To nie śmieszne
Harry! Ktoś tu był. – dodałam.
- Na podjeździe
stoi samochód.
- Serio? Ciekawe.
Może dlatego, że to mój samochód. – spojrzałam na niego wściekle.
Ten rozbawiony,
nakreślił w powietrzu dwójkę.
- A co to ma niby
być?
- Drugi punkt dla
mnie – wyszczerzył się.
- Jaki znowu
punkt? I niby kiedy był pierwszy?!
- Oj… nie denerwuj
się. – wyciągnął w moją stronę rękę. Cofnęłam się. – Chcesz wiedzieć? – drażnił
się.
- Oczywiście, że nie. – mruknęłam.
- W takim
razie… pierwszy, jest za to, jak mnie
pocałowałaś, a drugi za to, że mnie tu zaprosiłaś. – pokazał na dom.
- Przecież ja cię
nie pocałowałam! To ty przywarłeś do mnie, tymi, swoimi obślizgłymi wargami!
- Piękny
komplement z ust pięknej kobiety. Zdaje mi się, że ci się podobało. – zrobił
krok w moją stronę, na co ja dwa do tyłu.
Po chwili nie miałam już gdzie się cofać. Przywarłam
do ściany, ale wpatrywałam się w swoje stopy. Szafirowy lakier migotał w
świetle. Zdenerwowana podniosłam na niego wzrok. Wpatrywał się we mnie głęboko,
jakby czekając na mój ruch. Prze głowę przeleciała
mi scena tego wieczoru. Jak tańczyliśmy wpatrzeni w siebie. Oblizałam wargi.
Chciało mi się śmiać. Dopiero co go poznałam. Nie, właściwie w ogóle go nie
znałam. A ten sprawiał, że po moim ciele, przepływały gorące dreszcze. Położył
rękę tuż nad moją głową. Jego usta dzielił centymetr od moich. Emocje wzięły
górę. Zamknęłam oczy, a moje ręce zatopiły się w jego włosach. Poczułam jego
ciepły oddech, równy z moim. Przyciągnęłam go do ciebie, gdy ponownie rozległo
się pukanie. Przestraszona jęknęłam mu w usta. Odsunął się i rozejrzał dookoła.
- Ktoś chyba bardzo lubi przeszkadzać innym.
- głos brzmiał ciepło, pojawiła się w
nim nuta rozbawienia.
Rozległ się głos
dzwoniącego telefonu. Wywinęłam się z objęć chłopaka i podbiegłam do telefonu.
- Halo?
- Zapewne Lily Harper. – odezwał się mocny głos.
- Zapewne Lily Harper. – odezwał się mocny głos.
- Przy telefonie.
Czy coś się..?
- Właśnie odbywam sobie pogawędkę z twoim
chłoptasiem. – zaniepokojona spojrzałam na Harrego, który stał teraz przy mnie.
Ruchem ust, przekazał mi bym dała na głośno mówiący. - …mówi, że nie masz z tym
nic wspólnego. Wiesz może o jakie „tym” chodzi? – zaśmiał się.
- Kto mówi? –
wyjąkałam.
- Cóż, twój
milusiński, zaplątał się w niezły burdel, kicia.
- Nie wiem o czym
pan…
- Nathan Jones,
mówi ci to coś? – Harry w zamyśleniu, przysłuchiwał się rozmowie.
Nie odezwałam się.
Co miałam powiedzieć? Może to jakiś głupi żart, ale po chwili do mnie dotarło,
że to nie w stylu Natha.
- Ugh? – rozległ
się głos po drugiej stronie słuchawki. – Nie wierzysz mi? Chcesz dowodu? No to
go masz. – usłyszałam chlast i głośny krzyk.
- Lily! – Nathan!
To był on. W co ten głupek się wpakował.
- Gdzie jesteście?
– tym razem odezwał się Harry.
- Co on z tobą
robi?! – Nathan.
- Oh, nic, staram
się tylko uratować, twój zasrany tyłek. – odparł za mnie.
- Skądś znam ten
głos. - cisza. - Moja siostra mówi, że jest hipnotyzujący. Z kolei, moi ludzie mówią, że
niesie zgubę. To jak Styles? Czar? Zguba? Co wolisz?– gadał ochryple.
- Myśląc o tobie,
zdecydowanie zgubę. – odezwał się. – Jeszcze raz, gdzie jesteś, Brad?
- Znasz go? – wyrwało
mi się.
- Niestety.
- Cóż… moje
miejsce pobytu tymczasowo jest niedostępne. Ale mogę wam pomóc mnie zaleźć.
Wyczekujcie wiadomości. – I rzucił słuchawką.
- Co my teraz
zrobimy? – chciało mi się płakać.
Niezależnie od
tego, czy Nathan był na mnie zły, lub nie – musiałam coś zrobić.
- Jedziemy ratować
mu dupę. – nastała pauza. – Lepiej idź się ubrać, maleńka. Nie chcemy, przecież
by ludzie oglądali się za twoją piżamą. – zaśmiał się.
Szturchnęłam go łokciem i pobiegłam po schodach na
górę.
[ Hihi... teraz dopiero zacznie się przygoda tej dwójki. Ale nie wszystko będzie szło dobrze.]
@lily_aww
czwartek, 23 maja 2013
Rozdział 02.
Pożegnałam się z rodzicami i pochwaliłam prezentem. Ojciec pogratulował Nathanowi dobrego wyboru, a mam tylko z zachwytem wpatrywała się w, jak jej powiedziałam, diamenty. Przy okazji dodała bym nie odsłaniała tak dekoltu. Jasnee... wywróciłam wtedy oczami, czego tak strasznie nie lubiła.
- Nareszcie pojechali. - powiedziałam. - Gdyby nie samolot zostaliby dłużej.
- A gdzie właściwie się wybrali?
- Wyspy Dziewicze. Wiesz, cały czas tylko pracują, więc wypada wziąć im jakiś urlop. Dla mnie to nawet lepiej.
- Zaraz przyjdę, muszę iść do łazienki. - poinformował mi już, idąc w jej stronę.
- Ok. Będę w pokoju.
Wbiegłam szybko po schodach i weszłam do sypialni. Rozejrzałam się. Jak zwykle panował idealny porządek. Nie byłam żadną pedantką. Po prostu, każda niedoskonałość mi przeszkadza. Tłumaczcie to sobie, jak chcecie. Ruszyłam w stronę garderoby, zastanawiając co ubrać. Nie miałam zamiaru wyglądać, jak te dziwki, godzinami przystawiające się do kolesi. Wybrałam czarny t-shirt, nową koszulę w kratę, leginsy i balerinki. Przeczesałam włosy i spojrzałam na własne odbicie.
- Uuuu.. - odwróciłam się.
- Źle?
Nathan oparł się o fugę drzwi. Wpatrywał się we mnie badając, każdy szczegół. Napił się wody, nie odrywając ode mnie wzroku.
- Zaniemówiłem z zachwytu. - odparł po chwili.
- Właśnie mówisz... - popatrzyłam na niego. - Nieważne, idziemy?
- I jak ja mam się przy tobie czuć swobodnie. Nie mogę Cię opuścić nawet na sekundę.
- Jesteś na mnie skazany. - odparłam, podchodząc do niego.
Założyłam ręce na jego szyi, a on oplótł swoje wokół mojej talii. Zamknęłam oczy i musnęłam jego usta. Czekałam na reakcję. Delikatnie przegryzłam mu wargę, wywołując dreszcz na jego ciele. Przyciągnął mnie bliżej, składając pocałunki na moich ustach. Mruknęłam z zadowoleniem.
- Nat... powinniśmy już... iść. - mówiłam, całując go na przemian.
Oderwaliśmy się od siebie.
- Masz rację. - złapał mnie za rękę. - Chodźmy, Matt i Zayn już czekają.
- Zayn też będzie? - było to bardziej retoryczne pytanie, ale potwierdził skinieniem głowy.
- Ok.
Jadąc do klubu, badałam nowe funkcje samochodu. Wszystko było nowoczesne i byłam pewna, że kosztował fortunę. Skarciłam się w myślach za ponowne pytanie. Nathan zaparkował samochód i uszyliśmy w stronę tłumu. Wchodząc do środka dopadł mnie ostry zapach alkoh... wszystkiego. Spocone ciała ocierały się o mnie. "Seks przez ciuchy." skomentowałam w głowie.
- Powinni być przy barze. - powiedział głośniej, by przebić się przez hałas.
Nakierował mnie w tamtą stronę ręką. Stanęłam na palcach by lepiej widzieć. Byli tam. Matt, który jak zwykle miał włosy w nieładzie. Śmiał się mówiąc coś do chłopaków obok. Wyostrzyłam lepiej wzrok. Ktoś poklepał go po plecach. Zayn. Stał obok, popijając drinka. Wyróżniał się w tłumie, z kruczoczarnymi włosami i skórzaną kurtką. Zwykle nazywany był "Bad Boy", ale ja wiedziałam, że to tylko pozory. Był naprawdę świetnym kumplem, który oglądnie z tobą "Króla Lwa". Oczywiście musiał porównać gęstą grzywę lwa, z nieładem Matta. Zawsze rozśmiesz mnie do łez.
- Widzę ich! - krzyknęłam i pokazałam Nathanowi gdzie są.
Przepychając się, zobaczyłam, że nie są sami. Tyłem do mnie stał wysoki brunet. Jego kręcone loki idealnie układały się wokół głowy. Przyglądałam mu się uważnie. Nie znałam go. To pewne. Matt zobaczył mnie i wskazał na nas szklanką w ręce. Dwie kolejne głowy odwróciły się w naszą stronę. Zayn uśmiechnął się do mnie, odpowiedziałam mu tym samym. Przekręciłam głowę w stronę tajemniczego chłopaka. Nasze oczy się spotkały. Piękne, zielone oczy wpatrywały się we mnie głęboko. Uśmiechnął się szczerzy, co spowodowało, pojawienie się dołeczka. "Jest boski." "Masz chłopaka Lily!" "Ale spójrz, jak się uśmiecha..." "Nie możesz." Prowadziłam napiętą wymianę myśli. Gdy się ocknęłam Nathan, zamawiał nam coś do picia.
- Siema, piękna! - krzykną Zayn, podchodząc do mnie.
Przytuliłam go i tak samo Matta. Stanęłam naprzeciwko bruneta. Uśmiechnął się ponownie, na co oblałam się krwistoczerwonym rumieńcem.
- Hej. - powiedział cicho, ale jego słowa dotarły do mnie bez problemy.
Jego zachrypły głos, sprawił, że zawirowało mi w brzuchu.
- Hej, jestem... - starałam się brzmieć swobodnie, lecz mi przerwał.
- Lily, wiem. Harry. - wyciągnął rękę w moją stronę.
Dyskretnie wytarłam spoconą dłoń w spodnie i ścisnęłam jego rękę. Spojrzenie, którym mnie obdarzył tak, jakby nie było tu nikogo innego. Skrępowana odwróciłam wzrok i widziałam Nathana idącego w moją stronę. "To jest twój chłopak, anie Harry." Usłyszałam w głowie.
- Proszę nie było pomarańczowego, więc wziąłem Ci jabłkowy. - odezwał się, podając mi szklankę.
- Dzięki. - odparłam całując go w polik.
- Nie pijesz? - nagle znowu wszystko inne ucichło.
Zabrakło mi języka w buzi. Przełknęłam głośno ślinę.
- Ona nie pije. - odpowiedział za mnie Zayn. - Nie lubi.
- Mhmm... - mruknął tylko.
Potem zostałam wyciągnięta na parkiet i tańczyłam z Nathanem. To, że nie wypiła kropli alkoholu, nic nie znaczył. Opary wdychane przeze mnie, zakręciły mi w głowie. Przeszkadzał mi też fakt, zerkającego na mnie Harrego.
- Wszystko ok? - zapytał mnie Nath, widząc moją minę.
- Nie, ja... tylko.. - zaczęłam się jąkać - Boli mnie kostka, możemy usiąść? - skłamałam.
- Jasne.
Po chwili już torował mi drogę w tłumie. Zaprowadził mnie do miejsca, gdzie siedział Harry i Zayn. Zauważając nas, ten drugi, podniósł się od razu.
- Lil, nie masz może nic przeciwko, jeśli zabiorę Ci na trochę chłopaka? - zapytał.
- Hmm?
- Nie myśl sobie nie wiadomo co. Po prostu on ma oko do ślicznych panienek. - mrugnął do mnie.
- Yyy.. idźcie.
- Zayn... - zaczął ostrzegawczo Nathan.
- Idź. - szepnęłam mu do ucha, pchając go w kierunku chłopaka. Sama usiadłam koło Harrego. Patrzyłam w innym kierunku, czując na sobie palące spojrzenie zielonookiego.
- Co? - odwróciłam się do niego zirytowana.
Rzucił mi tylko rozbawione spojrzenie i pokręcił głową, odwrócając się do parkietu.
- Co robisz w mieście? - zerknął na mnie. - To znaczy... nie widziałam Cię...
- Wcześnie? - skinęłam głową. - Powiedzmy, że się przeprowadziłem.
- Aha...
- Nie takiej odpowiedzi oczekiwałaś? - uniósł brew. Nie w ten sposób co Nath. U niego wyglądało to wyjątkowo seksownie.
- J-ja myślałam, że może sprawy bardziej rodzinne...
- Rodzice nie żyją. - odparł delikatnie, a w jego oczach ujrzałam ból.
Zastanawiałam się nad tym. Nie znał mnie, a powierzył mi, tak ważną informację. Zatopiona w myślach nawet nie zauważyłam ręki wyciągniętej w moją stronę. Pojechałam wzrokiem do góry. Mięśnie przebijały się przez jego T-shirt. Zdałam sobie sprawę, że spogląda na mnie, jak ja na niego. Zarumieniłam się.
- Wiem, że boli się kostka.. - zaczął. - .., ale może masz ochotę zatańczyć?
Wahałam się tylko sekundę. Po chwili tańczyliśmy na środku parkietu, przybliżając się do siebie. Oplótł swoje ręce wokół moich bioder. Stykaliśmy się już całkowicie. Między nami nie było wolnej przestrzeni. Wplotłam swoje ręce w jego włosy, na co mruknął prowokująco. Spojrzałam i od razu zanurzyłam się w głębi jego oczu. Nasze usta niebezpiecznie zaczęły przekraczać wyznaczoną granicę. Zadał mi wzrokiem pytanie, czy może. Chciałam powiedzieć nie i odepchnąć się od niego. Ale nie mogłam. Pochłaniające mnie zniewalające tęczówki, w których widziałam smutek. Tam głęboko malowało się przygnębienie, a ja tak pragnęłam sprawić by zniknęło. Nie czekając na moją odpowiedź, obiją ustami moje wargi, a nasza wspólna słodycz smakowała, jak nasz własny rodzaj magi. Utrzymywaliśmy ten stan, aż poczułam pustkę w płucach.
Rozluźniliśmy nasze połączenie. Błogie uczucie otoczyło moje ciało. Odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy i pocałował czule w czoło. Oplotłam spojrzeniem salę i zdrętwiałam. Stali tam. Nathan i Zayn. Na twarzy tego pierwszego widziałam zawiedzenie. Drugi miał przebiegły uśmiech na twarzy, ale zmarszczone czoło mówiło, co właśnie zrobiłam.
- Nareszcie pojechali. - powiedziałam. - Gdyby nie samolot zostaliby dłużej.
- A gdzie właściwie się wybrali?
- Wyspy Dziewicze. Wiesz, cały czas tylko pracują, więc wypada wziąć im jakiś urlop. Dla mnie to nawet lepiej.
- Zaraz przyjdę, muszę iść do łazienki. - poinformował mi już, idąc w jej stronę.
- Ok. Będę w pokoju.
Wbiegłam szybko po schodach i weszłam do sypialni. Rozejrzałam się. Jak zwykle panował idealny porządek. Nie byłam żadną pedantką. Po prostu, każda niedoskonałość mi przeszkadza. Tłumaczcie to sobie, jak chcecie. Ruszyłam w stronę garderoby, zastanawiając co ubrać. Nie miałam zamiaru wyglądać, jak te dziwki, godzinami przystawiające się do kolesi. Wybrałam czarny t-shirt, nową koszulę w kratę, leginsy i balerinki. Przeczesałam włosy i spojrzałam na własne odbicie.
- Uuuu.. - odwróciłam się.
- Źle?
Nathan oparł się o fugę drzwi. Wpatrywał się we mnie badając, każdy szczegół. Napił się wody, nie odrywając ode mnie wzroku.
- Zaniemówiłem z zachwytu. - odparł po chwili.
- Właśnie mówisz... - popatrzyłam na niego. - Nieważne, idziemy?
- I jak ja mam się przy tobie czuć swobodnie. Nie mogę Cię opuścić nawet na sekundę.
- Jesteś na mnie skazany. - odparłam, podchodząc do niego.
Założyłam ręce na jego szyi, a on oplótł swoje wokół mojej talii. Zamknęłam oczy i musnęłam jego usta. Czekałam na reakcję. Delikatnie przegryzłam mu wargę, wywołując dreszcz na jego ciele. Przyciągnął mnie bliżej, składając pocałunki na moich ustach. Mruknęłam z zadowoleniem.
- Nat... powinniśmy już... iść. - mówiłam, całując go na przemian.
Oderwaliśmy się od siebie.
- Masz rację. - złapał mnie za rękę. - Chodźmy, Matt i Zayn już czekają.
- Zayn też będzie? - było to bardziej retoryczne pytanie, ale potwierdził skinieniem głowy.
- Ok.
Jadąc do klubu, badałam nowe funkcje samochodu. Wszystko było nowoczesne i byłam pewna, że kosztował fortunę. Skarciłam się w myślach za ponowne pytanie. Nathan zaparkował samochód i uszyliśmy w stronę tłumu. Wchodząc do środka dopadł mnie ostry zapach alkoh... wszystkiego. Spocone ciała ocierały się o mnie. "Seks przez ciuchy." skomentowałam w głowie.
- Powinni być przy barze. - powiedział głośniej, by przebić się przez hałas.
Nakierował mnie w tamtą stronę ręką. Stanęłam na palcach by lepiej widzieć. Byli tam. Matt, który jak zwykle miał włosy w nieładzie. Śmiał się mówiąc coś do chłopaków obok. Wyostrzyłam lepiej wzrok. Ktoś poklepał go po plecach. Zayn. Stał obok, popijając drinka. Wyróżniał się w tłumie, z kruczoczarnymi włosami i skórzaną kurtką. Zwykle nazywany był "Bad Boy", ale ja wiedziałam, że to tylko pozory. Był naprawdę świetnym kumplem, który oglądnie z tobą "Króla Lwa". Oczywiście musiał porównać gęstą grzywę lwa, z nieładem Matta. Zawsze rozśmiesz mnie do łez.
- Widzę ich! - krzyknęłam i pokazałam Nathanowi gdzie są.
Przepychając się, zobaczyłam, że nie są sami. Tyłem do mnie stał wysoki brunet. Jego kręcone loki idealnie układały się wokół głowy. Przyglądałam mu się uważnie. Nie znałam go. To pewne. Matt zobaczył mnie i wskazał na nas szklanką w ręce. Dwie kolejne głowy odwróciły się w naszą stronę. Zayn uśmiechnął się do mnie, odpowiedziałam mu tym samym. Przekręciłam głowę w stronę tajemniczego chłopaka. Nasze oczy się spotkały. Piękne, zielone oczy wpatrywały się we mnie głęboko. Uśmiechnął się szczerzy, co spowodowało, pojawienie się dołeczka. "Jest boski." "Masz chłopaka Lily!" "Ale spójrz, jak się uśmiecha..." "Nie możesz." Prowadziłam napiętą wymianę myśli. Gdy się ocknęłam Nathan, zamawiał nam coś do picia.
- Siema, piękna! - krzykną Zayn, podchodząc do mnie.
Przytuliłam go i tak samo Matta. Stanęłam naprzeciwko bruneta. Uśmiechnął się ponownie, na co oblałam się krwistoczerwonym rumieńcem.
- Hej. - powiedział cicho, ale jego słowa dotarły do mnie bez problemy.
Jego zachrypły głos, sprawił, że zawirowało mi w brzuchu.
- Hej, jestem... - starałam się brzmieć swobodnie, lecz mi przerwał.
- Lily, wiem. Harry. - wyciągnął rękę w moją stronę.
Dyskretnie wytarłam spoconą dłoń w spodnie i ścisnęłam jego rękę. Spojrzenie, którym mnie obdarzył tak, jakby nie było tu nikogo innego. Skrępowana odwróciłam wzrok i widziałam Nathana idącego w moją stronę. "To jest twój chłopak, anie Harry." Usłyszałam w głowie.
- Proszę nie było pomarańczowego, więc wziąłem Ci jabłkowy. - odezwał się, podając mi szklankę.
- Dzięki. - odparłam całując go w polik.
- Nie pijesz? - nagle znowu wszystko inne ucichło.
Zabrakło mi języka w buzi. Przełknęłam głośno ślinę.
- Ona nie pije. - odpowiedział za mnie Zayn. - Nie lubi.
- Mhmm... - mruknął tylko.
Potem zostałam wyciągnięta na parkiet i tańczyłam z Nathanem. To, że nie wypiła kropli alkoholu, nic nie znaczył. Opary wdychane przeze mnie, zakręciły mi w głowie. Przeszkadzał mi też fakt, zerkającego na mnie Harrego.
- Wszystko ok? - zapytał mnie Nath, widząc moją minę.
- Nie, ja... tylko.. - zaczęłam się jąkać - Boli mnie kostka, możemy usiąść? - skłamałam.
- Jasne.
Po chwili już torował mi drogę w tłumie. Zaprowadził mnie do miejsca, gdzie siedział Harry i Zayn. Zauważając nas, ten drugi, podniósł się od razu.
- Lil, nie masz może nic przeciwko, jeśli zabiorę Ci na trochę chłopaka? - zapytał.
- Hmm?
- Nie myśl sobie nie wiadomo co. Po prostu on ma oko do ślicznych panienek. - mrugnął do mnie.
- Yyy.. idźcie.
- Zayn... - zaczął ostrzegawczo Nathan.
- Idź. - szepnęłam mu do ucha, pchając go w kierunku chłopaka. Sama usiadłam koło Harrego. Patrzyłam w innym kierunku, czując na sobie palące spojrzenie zielonookiego.
- Co? - odwróciłam się do niego zirytowana.
Rzucił mi tylko rozbawione spojrzenie i pokręcił głową, odwrócając się do parkietu.
- Co robisz w mieście? - zerknął na mnie. - To znaczy... nie widziałam Cię...
- Wcześnie? - skinęłam głową. - Powiedzmy, że się przeprowadziłem.
- Aha...
- Nie takiej odpowiedzi oczekiwałaś? - uniósł brew. Nie w ten sposób co Nath. U niego wyglądało to wyjątkowo seksownie.
- J-ja myślałam, że może sprawy bardziej rodzinne...
- Rodzice nie żyją. - odparł delikatnie, a w jego oczach ujrzałam ból.
Zastanawiałam się nad tym. Nie znał mnie, a powierzył mi, tak ważną informację. Zatopiona w myślach nawet nie zauważyłam ręki wyciągniętej w moją stronę. Pojechałam wzrokiem do góry. Mięśnie przebijały się przez jego T-shirt. Zdałam sobie sprawę, że spogląda na mnie, jak ja na niego. Zarumieniłam się.
- Wiem, że boli się kostka.. - zaczął. - .., ale może masz ochotę zatańczyć?
Wahałam się tylko sekundę. Po chwili tańczyliśmy na środku parkietu, przybliżając się do siebie. Oplótł swoje ręce wokół moich bioder. Stykaliśmy się już całkowicie. Między nami nie było wolnej przestrzeni. Wplotłam swoje ręce w jego włosy, na co mruknął prowokująco. Spojrzałam i od razu zanurzyłam się w głębi jego oczu. Nasze usta niebezpiecznie zaczęły przekraczać wyznaczoną granicę. Zadał mi wzrokiem pytanie, czy może. Chciałam powiedzieć nie i odepchnąć się od niego. Ale nie mogłam. Pochłaniające mnie zniewalające tęczówki, w których widziałam smutek. Tam głęboko malowało się przygnębienie, a ja tak pragnęłam sprawić by zniknęło. Nie czekając na moją odpowiedź, obiją ustami moje wargi, a nasza wspólna słodycz smakowała, jak nasz własny rodzaj magi. Utrzymywaliśmy ten stan, aż poczułam pustkę w płucach.
Rozluźniliśmy nasze połączenie. Błogie uczucie otoczyło moje ciało. Odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy i pocałował czule w czoło. Oplotłam spojrzeniem salę i zdrętwiałam. Stali tam. Nathan i Zayn. Na twarzy tego pierwszego widziałam zawiedzenie. Drugi miał przebiegły uśmiech na twarzy, ale zmarszczone czoło mówiło, co właśnie zrobiłam.
[ Ahh.. te oczy Harrego. Potrafią zatracić kobietę na te kilka chwil. Co będzie potem? Jak zareaguje Nathan i co zrobi chłopak z burzą loków. Wokół zaczyna kręcić się niebezpieczeństwo, już niedługo dowiecie się,
jak wielkiej skali. I ile będą musieli poświęcić nasi bohaterowie. Komentujcie.]
niedziela, 19 maja 2013
Rozdział 01.
Zawsze o tym marzyłam. Akrylowe jezioro, a wokół bujny las. Niosący się śpiew ptaków. Słońce nagrzewało moją delikatną skórę. Leżałam na miękkim kocu, z głową opartą o klatkę Nathana. Wtulona w jego ramiona, splotłam nasze ręce. Pachniał zabójczo, jak zwykle. Delikatny wiatr zmierzwił mi włosy.
- To już rok. - odezwał się.
- Co? - spojrzałam w jego brązowe oczy.
Uniósł brew, w ten śmieszny sposób, który zawsze mnie bawił.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Tak tutaj pięknie. - wskazałam ręką otaczającą nas faunę.
- Rok... już rok jesteśmy razem. - uśmiechnął się, ukazując rząd białych zębów. - Lily, jesteś dla mnie bardzo ważna, wiesz o tym?
Kiwnęłam głową i wtuliłam się w niego bardziej. Przy każdej okazji podkreślał mi, ile dla niego znaczę. Kiedyś miał dziewczynę. Zależało mu na niej. Pewnego dnia zerwała z nim przez telefon. Rozumiecie?! Telefon! Trzeba być totalną idiotką, żeby zrywać z kimś w taki sposób. Jego samoocena wtedy spadła. Obwiniał o to siebie. Jest wspaniałym muzykiem - ma talent, - a ta jedna suka sprawia, że odpuszcza to sobie. Potem nastąpił obrót sprawy. Nathan poznał Matta, mojego najlepszego przyjaciela. Zaprzyjaźnili się, a dlatego, że ja też byłam jego przyjaciółką, zaczęliśmy spędzać razem więcej czasu. Spotykaliśmy się w trójkę, czasem w czwórkę, gdy dołączała do nas Carly. Ze spotkań towarzyskich, przeszliśmy na partnerskie. Z jednej randki do kolejnej. Mieliśmy coraz więcej wspólnego. Wiedzieliśmy o sobie właściwie wszystko.
- Najpiękniejszy rok mojego życia. - wyszeptałam.
- Mój też. Mam coś dla ciebie.
- O! Co to jest?! - usiadłam podekscytowana.
- Nie powiem Ci...
- Wiesz, jak nie lubię niespodzianek!
- Zamknij oczy. - powiedział, przybliżając usta do mojej szyi.
Zniecierpliwiona przymknęłam powieki. Ułożyłam ręce na kolanach i czekałam.
- Nie podglądaj.
- To nie dawaj mi powodu. - zaśmiałam się.
Poczułam jego dłoń na moim karku. Odgarnął moje, długie włosy. Nagle poczułam zimny metal, układający się między piersiami. Nawet nie zauważyłam kiedy moje ręce, zaczęły badać wisiorek.
- Ejj... jeszcze nie zapiąłem. - poczułam jak mocuje się z zapięciem.
- Pomóc Ci...?
- Nie, już... - poprawił moje włosy. - ...możesz otworzyć oczy.
Szybko przyzwyczaiłam oczy do światła. Teraz spojrzałam na trzymany w ręce medalik.
- Podoba Ci się? - zapytał, przegryzając moje ucho.
- Jest... - jęknęłam. - Jak mam cokolwiek powiedzieć, kiedy mnie dekoncentrujesz.
- Myślę, że jakoś to zniesiesz. - przytulił mnie i delikatnie pocałował.
Kochałam go. Zawsze był blisko mnie, gdy go potrzebowałam. Nigdy mnie nie zawiódł. Gdy mnie całował, czułam się... czułam się wspaniale. Odwzajemniłam pocałunek bardziej namiętnie. Nie wiem ile minęło, ale gdy oderwaliśmy się od siebie, słońce już zachodziło. Oboje mieliśmy przyśpieszone i nierównomierne oddechy.
- Mmm... smakujesz pysznie. - powiedziałam.
- Serio? - potaknęłam - W takim razie Ty smakujesz, jak ambrozja.
- Jestem twoją boginią? - zapytałam, kątem oka patrząc w jego, z których płynęła miłość.
- Zdecydowanie. - zaśmiał się.
Jeszcze raz spojrzałam na ozdobę łańcuszka. Piękne, srebrne serce, leżało na moim dekolcie. Wygrawerowany napis "forever" otoczony kryształkami. Delikatnie odbijały promienie już, zachodzącego słońca.
- To cyrkonie? - spytałam po chwili.
- Czy to ważne? - odparł pytaniem na pytanie.
- Chciałabym wiedzieć. - dodałam.
- Cóż... to diamenty. - powiedział, jak gdyby te rosły na drzewach.
Zamilkłam, co nie zdarzało mi się często. Diamenty. Musiał kosztować majątek. Już miałam go zapytać, ale ugryzłam się w język.
- Jest cudny.
- Cieszę się, że Ci się podoba.
- Mało powiedziane... - odparłam, wciąż mając w głowie pytanie.
Nathan nie był biedy. Pochodził z porządnej rodziny, i mieszkał w dobrej dzielnicy. Był moim dżentelmenem.
Ale nie był też milionerem. Musiał odkładać większość swoich pieniędzy. Rozległ się głos telefonu.
- Przepraszam Cię, to Matt. - powiedział.
- Jasne.
- Co tam, stary? Nie... Może, ale nie jestem pewien... Jeśli się zgodzi... - spojrzałam na niego dociekliwie. - Gdzie? Zostaw kluczyki pod samochodem... Nie, nikt go nie ukradnie... I tak już się zbieramy... Chciałem odwieźć Lil, zanim jej rodzice wyjadą... Myślę, że się jej podoba... - jego twarz rozjaśnił uśmiech. - Powieźć Cię gdzieś... Jak chcesz... Pa, Matt. - spojrzał na mnie. - Masz ochotę, wyjść wieczorem?
- A dokąd konkretnie?
- Do "The Loft".
- Super, wchodzę w to! O czym rozmawiałeś z Mattem?
- Nie słyszałaś? - przecząco potrząsnęłam głową. - Mam nowy wóz i poprosiłem go, żeby mi go przywiózł, bo wcześniej dostawca się nie pojawił.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? - dałam mu kuksańca w bok. - Chodź... - zaczęłam się zbierać. - ...chcę go zobaczyć.
Wstał, a potem wyciągnął rękę w moją stronę. Uchwyciłam jego silną dłoń. Złożyliśmy koc, kradnąc sobie pocałunki. Schowaliśmy wszystko do kosza i ruszyliśmy w stronę nowego samochodu.
Po chwili stałam już przy pięknej beemce. Czarny lakier iskrzył się w czerwonym słońcu. Nathan schylił się pod samochód.
- Co Ty... - nie dokończyłam, gdy wstał trzymał w ręce kluczyki.
- Musiał je gdzieś położyć, prawda? - zaśmiał się.
Odblokował auto i zapakował kosz do bagażnika. Ja wciąż stałam z otwartą buzią. Naszyjnik, auto.
- Księżniczko, czy zechcesz wsiąść do karety? - zapytał ze śmiesznym akcentem.
- Haha.. - zaśmiałam się sarkastycznie, i wskoczyłam na siedzenie od strony pasażera.
- To już rok. - odezwał się.
- Co? - spojrzałam w jego brązowe oczy.
Uniósł brew, w ten śmieszny sposób, który zawsze mnie bawił.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Tak tutaj pięknie. - wskazałam ręką otaczającą nas faunę.
- Rok... już rok jesteśmy razem. - uśmiechnął się, ukazując rząd białych zębów. - Lily, jesteś dla mnie bardzo ważna, wiesz o tym?
Kiwnęłam głową i wtuliłam się w niego bardziej. Przy każdej okazji podkreślał mi, ile dla niego znaczę. Kiedyś miał dziewczynę. Zależało mu na niej. Pewnego dnia zerwała z nim przez telefon. Rozumiecie?! Telefon! Trzeba być totalną idiotką, żeby zrywać z kimś w taki sposób. Jego samoocena wtedy spadła. Obwiniał o to siebie. Jest wspaniałym muzykiem - ma talent, - a ta jedna suka sprawia, że odpuszcza to sobie. Potem nastąpił obrót sprawy. Nathan poznał Matta, mojego najlepszego przyjaciela. Zaprzyjaźnili się, a dlatego, że ja też byłam jego przyjaciółką, zaczęliśmy spędzać razem więcej czasu. Spotykaliśmy się w trójkę, czasem w czwórkę, gdy dołączała do nas Carly. Ze spotkań towarzyskich, przeszliśmy na partnerskie. Z jednej randki do kolejnej. Mieliśmy coraz więcej wspólnego. Wiedzieliśmy o sobie właściwie wszystko.
- Najpiękniejszy rok mojego życia. - wyszeptałam.
- Mój też. Mam coś dla ciebie.
- O! Co to jest?! - usiadłam podekscytowana.
- Nie powiem Ci...
- Wiesz, jak nie lubię niespodzianek!
- Zamknij oczy. - powiedział, przybliżając usta do mojej szyi.
Zniecierpliwiona przymknęłam powieki. Ułożyłam ręce na kolanach i czekałam.
- Nie podglądaj.
- To nie dawaj mi powodu. - zaśmiałam się.
Poczułam jego dłoń na moim karku. Odgarnął moje, długie włosy. Nagle poczułam zimny metal, układający się między piersiami. Nawet nie zauważyłam kiedy moje ręce, zaczęły badać wisiorek.
- Ejj... jeszcze nie zapiąłem. - poczułam jak mocuje się z zapięciem.
- Pomóc Ci...?
- Nie, już... - poprawił moje włosy. - ...możesz otworzyć oczy.
Szybko przyzwyczaiłam oczy do światła. Teraz spojrzałam na trzymany w ręce medalik.
- Podoba Ci się? - zapytał, przegryzając moje ucho.
- Jest... - jęknęłam. - Jak mam cokolwiek powiedzieć, kiedy mnie dekoncentrujesz.
- Myślę, że jakoś to zniesiesz. - przytulił mnie i delikatnie pocałował.
Kochałam go. Zawsze był blisko mnie, gdy go potrzebowałam. Nigdy mnie nie zawiódł. Gdy mnie całował, czułam się... czułam się wspaniale. Odwzajemniłam pocałunek bardziej namiętnie. Nie wiem ile minęło, ale gdy oderwaliśmy się od siebie, słońce już zachodziło. Oboje mieliśmy przyśpieszone i nierównomierne oddechy.
- Mmm... smakujesz pysznie. - powiedziałam.
- Serio? - potaknęłam - W takim razie Ty smakujesz, jak ambrozja.
- Jestem twoją boginią? - zapytałam, kątem oka patrząc w jego, z których płynęła miłość.
- Zdecydowanie. - zaśmiał się.
Jeszcze raz spojrzałam na ozdobę łańcuszka. Piękne, srebrne serce, leżało na moim dekolcie. Wygrawerowany napis "forever" otoczony kryształkami. Delikatnie odbijały promienie już, zachodzącego słońca.
- To cyrkonie? - spytałam po chwili.
- Czy to ważne? - odparł pytaniem na pytanie.
- Chciałabym wiedzieć. - dodałam.
- Cóż... to diamenty. - powiedział, jak gdyby te rosły na drzewach.
Zamilkłam, co nie zdarzało mi się często. Diamenty. Musiał kosztować majątek. Już miałam go zapytać, ale ugryzłam się w język.
- Jest cudny.
- Cieszę się, że Ci się podoba.
- Mało powiedziane... - odparłam, wciąż mając w głowie pytanie.
Nathan nie był biedy. Pochodził z porządnej rodziny, i mieszkał w dobrej dzielnicy. Był moim dżentelmenem.
Ale nie był też milionerem. Musiał odkładać większość swoich pieniędzy. Rozległ się głos telefonu.
- Przepraszam Cię, to Matt. - powiedział.
- Jasne.
- Co tam, stary? Nie... Może, ale nie jestem pewien... Jeśli się zgodzi... - spojrzałam na niego dociekliwie. - Gdzie? Zostaw kluczyki pod samochodem... Nie, nikt go nie ukradnie... I tak już się zbieramy... Chciałem odwieźć Lil, zanim jej rodzice wyjadą... Myślę, że się jej podoba... - jego twarz rozjaśnił uśmiech. - Powieźć Cię gdzieś... Jak chcesz... Pa, Matt. - spojrzał na mnie. - Masz ochotę, wyjść wieczorem?
- A dokąd konkretnie?
- Do "The Loft".
- Super, wchodzę w to! O czym rozmawiałeś z Mattem?
- Nie słyszałaś? - przecząco potrząsnęłam głową. - Mam nowy wóz i poprosiłem go, żeby mi go przywiózł, bo wcześniej dostawca się nie pojawił.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? - dałam mu kuksańca w bok. - Chodź... - zaczęłam się zbierać. - ...chcę go zobaczyć.
Wstał, a potem wyciągnął rękę w moją stronę. Uchwyciłam jego silną dłoń. Złożyliśmy koc, kradnąc sobie pocałunki. Schowaliśmy wszystko do kosza i ruszyliśmy w stronę nowego samochodu.
Po chwili stałam już przy pięknej beemce. Czarny lakier iskrzył się w czerwonym słońcu. Nathan schylił się pod samochód.
- Co Ty... - nie dokończyłam, gdy wstał trzymał w ręce kluczyki.
- Musiał je gdzieś położyć, prawda? - zaśmiał się.
Odblokował auto i zapakował kosz do bagażnika. Ja wciąż stałam z otwartą buzią. Naszyjnik, auto.
- Księżniczko, czy zechcesz wsiąść do karety? - zapytał ze śmiesznym akcentem.
- Haha.. - zaśmiałam się sarkastycznie, i wskoczyłam na siedzenie od strony pasażera.
[Można to nazwać bardziej, prologiem, tego co ma się zacząć. Kolejny rozdział już w przygotowaniu. Czekajcie. Komentujcie. I zostawiajcie nazwy swoich blogów. Chętnie poczytam.]
sobota, 18 maja 2013
Bohaterowie
* żaden z bohaterów w opowiadaniu nie jest sławny
Lily Harper
Harry Styles
Nathan Jones
Matt Woren
Zayn Malik
Carly Green
Brad "Pitt" Grant
Wprowadzenie
Witam.
Na początku powiem Wam, jak będzie wyglądać mój blog. Będę prowadziła pełne emocji (taką mam nadzieję). Kocham czytać wszelkie takie imaginy, więc czemu nie napisać własnego?
Inspirowała się filmami, szczególnie kryminalnymi, które ostatnio czytam i to właśnie będzie jego tematem.
Ale wszystkiego dowiecie się już w pierwszym rozdziale. Planuję też zrobić trailera. Czas zacząć...
...Welcome in "Abduction of Love".
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.png)
.png)